|
|
| |
|

| Android na tabletach Nationite
10.08.2010, 13:45 | komentarze (0)
|
Po lawinie chińskich tabletów marnej jakości, bazujących na starej wersji Androida, przyszła pora na coś ciekawszego – tablet od firmy Nationite, posiadający m.in. dostęp do Android Marketu.
Nationite zaproponował klientom tablet o nazwie Nationite Midnite. Będzie można go kupić od 23 sierpnia za cenę 199,99 dolara, jeśli złoży się zamówienie przed 9 sierpnia. Po tej dacie cena wynosić będzie 209 dolarów, a po dwudziestym trzecim – 219 dolarów. Tablet nie jest rewolucją technologiczną. Wyposażony został w procesor ARM A8 Cortex o częstotliwości taktowania 600MHz. Midnite posiada 256 MB pamięci RAM, 2GB wewnętrznej pamięci rozszerzalnej kartami microSDHC do 16GB. Jak na tablet przystało, urządzenie łączyć się bedzie z siecią bezprzewodowo, a producent zadbał, by pojawiły się aplikacje do przeglądania www, facebooka i innych serwisów społecznościowych. Systemem operacyjnym tabletu jest Android 2.2. W przeciwieństwie do chińskich urządzeń z niskiej półki, Nationite zapewnił, by ich urządzenie posiadało dostęp do Android Marketu. |
|
| Po co Apple chiński deweloper gier?
09.08.2010, 14:44 | komentarze (0)
|
Apple może przejąć chińską firmę Handseeing tworzącą gry online i tworzącą aplikacje oparte o technologię Java. Firma Steva Jobsa może mieć apetyt na rynek gier, to zrozumiałe, ale przejęcie właśnie firmy Handseeing trochę trudno zrozumieć.
Sukces produktów Apple nigdy nie bazował na grach. Wiele jednak wskazuje na to, że Apple chce zwiększać swój udział w ogromnym rynku elektronicznej rozrywki.
W kwietniu tego roku Apple pokazała nowe MacBooki Pro, które mają procesory i grafikę odpowiadające potrzebom graczy. Również komputery biurkowe Apple doczekały się takiej aktualizacji. Prezentując najnowszy system dla iPhone Apple zapowiedziała uruchomienie systemu gier społecznościowych Game Center porównywanego z Xbox Live.
Teraz kilka źródeł donosi, że Apple chce przejąć mało znaną firmę Handseeing będącą właśnie deweloperem gier. Według Reutersa decyzja w tej sprawie powinna zapaść w ciągu jednego lub dwóch miesięcy, przy czym Reuters powołuje się na przedstawiciela Handseeing. Apple nie udziela komentarzy w tej sprawie (zob. Reuters, Apple in talks to buy China's Handseeing).
Serwis SinoCast podaje, że przejęcie ma kosztować 150 mld USD. To chyba błąd, ale inne źródła domyślają się, że chodzi o 150 mln USD co byłoby rozsądną kwotą. Global Times podaje cenę - 1 mln yuan czyli 148,62 mln USD (zob. Global Times, Apple rethinks strategy about Chinese market).
Apple może nie być jedyną firmą zainteresowaną przejęciem Handseeing. Wcześniej pojawiały się doniesienia, że firmę może kupić Foxconn będący partnerem Apple (zob. SinoCast, Foxconn in Talks to Buy Web Game Developer in Chengdu).
Apple dokonuje stosunkowo niewielu przejęć i nigdy jeszcze nie kupiła firmy chińskiej działającej na rynku oprogramowania. Łatwo zrozumieć dlaczego Apple przejmuje producenta ale trudno pojąć, dlaczego firma Steva Jobsa chce przejąć akurat Handseeing.
Handseeing tworzy gry online oparte na motywach chińskiego folkloru. Firma zdobyła dużo doświadczenia w budowaniu narzędzi opartych na Javie. Jest partnerem Sun Microsystems i tworzyła aplikacje dla projektu Tianya Online. Wiele osób zauważa, że iPhone nie wspiera Javy. Najwyraźniej jednak Handseeing posiada jakąś własność intelektualną, produkty lub narzędzia, które mogą pomóc Apple w rozwnięciu dużego systemu gier online.
Innym powodem przejęcia może być chęć Apple do wzmocnienia swojej pozycji na rynku chińskim. Firma ma w Państwie Środka dwa sklepy, ale planuje uruchomienie 25 punktów sprzedaży. iPad nie jest jeszcze oficjalnie dostępny w Chinach, ale da się kupić jego tańsze podróbki. iPhone jest sprzedawany przez operatora China Unicom, ale ceny nie zachęcają do zakupu. |
|
| Szybsze usługi Google bez łamania neutralności sieci?
09.08.2010, 14:42 | komentarze (0)
|
To możliwe. Wiadomo, że Google i Verizon o czymś rozmawiają, ale rozwiązanie nie ma prowadzić do uruchomienia "internetowych autostrad", które przyśpieszą np. YouTube kosztem innych usług. Robert Cringely na łamach New York Timesa sugeruje, że jest inne rozwiązanie, które da Google przewagę nad innymi.
W ubiegłym tygodniu w NYT i innych źródłach pojawiły się doniesienia o rozmowach Google i operatora Verizon. Wynikało z nich, że Google chce zapłacić operatorowi za lepsze traktowanie ruchu do swoich usług. Oznaczałoby to naruszenie neutralności sieci. Tej idei Google zawsze broniła.
W piątek rzecznicy Google i Verizon zaprzeczyli tym doniesieniom. Obie firmy zapewniły, że otwarty internet jest dla nich bardzo ważny. Z wyjaśnień Verizona wynikało jednak, że trwają jakieś rozmowy pomiędzy firmami chcą one opracowania "ram polityki internetu, które zapewnią otwartość i odpowiedzialność". Trudno nie odnieść wrażenia, że Google i Verizon mimo, iż cele mają szlachetne, nie chcą powiedzieć o co chodzi.
W tej sytuacji ciekawą teorię zaprezentował Robert Cringely na łamach New York Timesa w tekście pt. A Net Game for Google?. Jego zdaniem istnieje sposób na to, aby zapewnić Google lepszy ruch nie traktując pakietów inaczej niż innych.
Tym rozwiązaniem są serwerownie Google złożone z kontenerów. Takie centra danych można szybko przenieść w różne miejsca. Google może dogadać się z Verizon, aby jej sprzęt mógł być zainstalowany w centrach danych operatora lub zaraz obok nich. Google byłaby wtedy fizycznie blisko swoich użytkowników.
Informacje w sieci poruszają się szybko, ale ten czas jest mierzalny. Przesyłane dane trafiają do routerów, które są odpowiedzialne za skierowanie ich dalej w odpowiednim kierunku. Przeciętnie przesłana informacja "przeskakuje" przez kilkanaście takich węzłów. Dla firmy mającej centra danych w odpowiednim miejscu liczba tych "skoków" może się zmniejszyć do jednego lub dwóch.
Można powiedzieć, że w tej sytuacji Google nie wprowadza nic nowego. Sieć nadal pozostaje neutralna, inne usługi nie są traktowane gorzej a lepszy ruch dla Google nie jest wynikiem żadnej priorytetyzacji pakietów.
Z drugiej strony trudno nie mówić o całkowitym braku zagrożenia dla neutralności. Porozumienie dotyczące położenia serwerów będzie umową operatora z dostawcą usług elektronicznych, który w wybranej sieci będzie miał pozycję uprzywilejowaną. Zdobycie tej pozycji wymaga inwestycji i to takich, na które mało kto będzie sobie mógł pozwolić. |
|
| Nokia nie chce Androida
09.08.2010, 14:29 | komentarze (0)
|
Nokia stwierdza, że nie jest zainteresowana zastosowaniem systemu operacyjnego Android na swoich telefonach komórkowych. Informację i argumentację przekazuje w wywiadzie jeden z pracowników.
Niklas Savander, pracownik firmy Nokia (head of sales and marketing), posiada konto na Twitterze, na które można było zadawać pytania odnośnie firmy. Niklas odpowiadał na żywo, przeprowadzona została swego rodzaju sesja, wywiad z Niklasem, przez zainteresowane osoby. Fiński producent komórek skompletował następnie pytania w serie i opublikował je na swojej stronie.
Z odpowiedzi Niklasa można dowiedzieć się, iż firma rezygnuje z Androida, pomimo trendu na rynku. Nokia ma dwa systemy operacyjne na urządzenia mobilne – MeeGo oraz Symbian – i nie ma zamiaru angażować się w jeszcze jeden.
Jeden z użytkowników spytał o to, dlaczego Nokia odrzuciła Androida pomimo jego popularności, znajomości przez konsumentów, dobrej jakości samego oprogramowania. Niklas odpowiedział, iż platformy Nokii dają im więcej możliwości do dostarczenia tego, co chcą dostarczać swym użytkownikom, a dodatkowo biblioteka Qt gra tutaj kluczową rolę.
|
|
| Fala spamu z trojanem w załączniku
06.08.2010, 12:02 | komentarze (0)
|
Osiem kolejnych wariantów bota Sasfis wykryli w lipcu specjaliści z laboratorium FortiGuard. Tworzenie nowych wersji i ich masowa dystrybucja w rozmaitych formach z wykorzystaniem metod inżynierii społecznej staje się coraz bardziej powszechną praktyką stosowaną przez twórców szkodliwego oprogramowania.
- Cyberprzestępcy kontynuują strategię dywersyfikacji w procesie rozsyłania groźnego spamu - tłumaczy Derek Manky, menedżer projektu w laboratorium badawczym Fortinet. - W ubiegłym miesiącu w sieci pojawiło się wiele różnego rodzaju e-maili z załącznikami HTML zawierającymi ukryty skrypt, który przekierowywał użytkowników na spreparowane, fałszywe strony WWW. Różnorodność tych kampanii spamerskich i ich cele pokazują, w jaki sposób botnety nadal będą ewoluować w celu zaspokojenia potrzeb swoich klientów z czarnego rynku.
Przygotowany przez FortiGuard ranking został zdominowany przez różne warianty bota Sasfis, których udział w globalnych infekcjach sięga już 56,3%. Specjaliści zwracają uwagę także na atak nowo odkrytego trojana Stuxnet, który nie załapał się wprawdzie na listę najpopularniejszych szkodników, ale potwierdził znaczenie szybkiego łatania luk w systemach i oprogramowaniu.
Był także przykładem na to, że nawet dozwolone działania użytkowników mogą prowadzić do infekcji. Aktywacja szkodnika następowała bowiem po otwarciu za pomocą menedżera plików foldera ze spreparowanym skrótem .lnk. Microsoft załatał tę dziurę z pominięciem miesięcznego cyklu aktualizacji.
- Widzieliśmy już podobną metodę ataku z plików PDF poprzez rozszerzenia dla plików JBIG2 i powłoki Windows w lutym 2009 roku (CVE-2009-0658). Wówczas zwykłe przeglądanie folderu mogło spowodować infekcję - wspomina Manky. Fortinet wykrywa podatność związaną z atakiem Stuxneta jako MS.Windows.Shell.LNK.Code.Execution, spreparowane pliki .lnk są oznaczane jako W32/ShellLink.a!exploit.CVE20102568.
Ponadto eksperci z laboratorium FortiGuard odnotowali w lipcu 91 nowych luk, znacznie mniej niż w czerwcu. 30 spośród nich uzyskało status ważności krytyczny (critical), a 41 - wysoki (hihg). 34,1% ujawnionych luk jest już aktywnie wykorzystywana przez cyberprzestępców.
Pełna wersja raportu Threatscape (w jęz angielskim) zawierająca rankingi zagrożeń w różnych kategoriach znajduje się na stronie FortiGuard Center. |
|
| Neutralność sieci: Google zaprzecza doniesieniom NYT
06.08.2010, 11:59 | komentarze (0)
|
Google zaprzeczyła doniesieniom na temat jej rzekomych rozmów z Verizonem, które miałyby prowadzić do priorytetowego traktowania usług Google w sieci. Verizon też zaprzecza. Z kolei Federalna Komisja Łączności odwołała kolejną rundę rozmów na temat neutralności sieci, ale może to nie mieć związku z plotkami na temat Google i Verizon.
Wczoraj Dziennik Internautów wspominał o doniesieniach różnych źródeł dotyczących rozmów Google i Verizon. Rozmowy te miały prowadzić do priorytetowego traktowania usług Google w internecie. Informacje płynące od Reutersa mówiły nawet o spowalnianiu niektórych usług w sieciach mobilnych. Z kolei New York Times sugerował, że firmie Google może zależeć na priorytetowym traktowaniu YouTube.
Gdyby do czegoś takiego rzeczywiście doszło, Google złamałaby ideę, jakiej zawsze broniła. Chodzi o neutralność internetu. Zdaniem wielu osób i firm priorytetowe traktowanie wybranych usługodawców zepchnie na boczny tor wszystkie startupy, blogerów, niezależnych twórców, czyli tych wszystkich, których nie byłoby stać na płacenie operatorom za "internetową autostradę".
Google początkowo nie udzielała komentarzy w tej sprawie, ale teraz zaprzecza. Rzeczniczka firmy powiedziała agencji AFP, że New York Times "po prostu się myli". Dodała, że Google nie prowadzi żadnych rozmów na temat płacenia Verizonowi za ruch do usług Google lub YouTube. Firma nadal zobowiązuje się bronić otwartego internetu (zob. AFP, Watchers fear Google compromise on 'net neutrality').
Nieco inne jest oświadczenie Verizon. Przedstawiciel firmy David Fish napisał na oficjalnym blogu, że NYT "źle zrozumiał cele" Google i Verizon. Fish zapewnił, że firmy chcą opracowania "ram polityki internetu, które zapewnią otwartość i odpowiedzialność". Błędem według Fisha jest sugerowanie, że doszło do jakichś czysto biznesowych układów pomiędzy firmami.
Ze słów przedstawiciela Verizon wynika, że firmy mogą jednak rozmawiać o jakichś rozwiązaniach dotyczących neutralności. Na obecnym etapie trzeba jednak zakładać, że prawda jest odległa od tego, o czym pisał New York Times.
W tle rzekomych rozmów Google-Verizon jest jeszcze Federalna Komisja Łączności (FCC), która odwołała kolejną rundę swoich negocjacji dotyczących neutralności sieci. Nastąpiło to po doniesieniach dotyczących rozmów Google i Verizon, więc automatycznie te wydarzenia połączono.
Przedstawiciel FCC oświadczył, że dotychczasowe negocjacje były "produktywne na kilku frontach", ale nie doprowadziły do wypracowania solidnych ram chroniących otwartość i wolność internetu. Sprawa nie jest jednak zakończona i "wszystkie opcje pozostają na stole" (zob. PC World za IDG, FCC Calls off Net Neutrality Negotiations).
Trzeba dodać, że od pewnego czasu kwestionuje się kompetencje FCC w zakresie neutralności sieci. Niektórzy politycy mówią, że sprawa powinna trafić do kongresu. Obrońcy neutralności internetu skarżą się na to, że negocjacje prowadzone przez FCC są ograniczone do największych rynkowych graczy. Problemem w USA nie jest więc tylko neutralność internetu, ale także sposób prowadzenia dyskusji na ten temat. |
|
| Pomoc techniczna Della udostępniła zdjęcia klientki w negliżu
06.08.2010, 11:57 | komentarze (0)
|
Do sieci wyciekło kilkanaście pikantnych zdjęć pewnej mieszkanki Kalifornii. Stało się to zaraz po jej rozmowie z konsultantem telefonicznej linii wsparcia technicznego Dell – donosi serwis The Register. Amerykanka otrzymała pomoc, ale trafiła też... na stronę porno.
Tara Fitzgerald, 48-letnia samotna matka z Kalifornii, wykonała 16 nagich i półnagich zdjęć siebie samej w erotycznych pozach z myślą o wysłaniu ich swojemu znajomemu, z którym romansowała. W pewnym momencie zorientowała się jednak, że zdjęcia w niewytłumaczalny sposób zniknęły z jej komputera.
Bezradność skłoniła ją do podjęcia radykalnego kroku. Zapytała o radę w telefonicznym centrum pomocy Dell, u której to firmy nabyła swój komputer. Centrum znajduje się w Indiach. Jej zgłoszenie przyjął Riyaz Shaikh, specjalista z działu obsługi klienta. Pierwszy taki kontakt nastąpił w grudniu 2008 roku. Po wysłuchaniu, na czym polega problem, Riyaz przejął zdalnie - za zgodą Tary - kontrolę nad jej laptopem. W niedługim czasie udało mu się zlokalizować kłopotliwe zdjęcia. Tara nie wiedziała jednak, że Hindus wykorzysta je do stworzenia własnej amatorskiej strony porno o nazwie „bitchtara”.
Jakiś czas później Tara dowiedziała się o istnieniu witryny. Zapytany przez nią Riyaz wyparł się, jakoby użył jej zdjęć dla własnych celów, po czym oskarżył o to znajomego Tary. Co więcej, sam zaproponował jej usunięcie problemu w czasie wolnym od pracy. Jedynym warunkiem było, aby wysłała na jego indyjski adres swojego laptopa, tak by miał odpowiednie narzędzie do uporania się z tą sprawą. Pomimo początkowych wątpliwości Fitzgerald postąpiła dokładnie tak, jak mówił Riyaz. Był styczeń 2009 roku. Kosztowało ją to 200 dolarów. Zaufałam mu – mówi Tara Fitzgerald. – Zaufałam mu, ponieważ był specjalistą Dell – dodaje.
- Biorąc pod uwagę liczne ataki phishingowe, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy, jest to kolejny przypadek, kiedy cyberprzestępcy wykorzystują łatwowierność i naiwność ofiary w tak oczywisty sposób. W tej konkretnej sytuacji szczególnie dziwi fakt, iż ofiara przestępstwa sama dobrowolnie zaproponowała tego typu niecodzienne rozwiązanie swojej kłopotliwej sytuacji. Zyskujemy więc następny dowód na to, że tam, gdzie działają nawet najlepsze zabezpieczenia, często sam człowiek jest najsłabszym ogniwem łańcucha bezpieczeństwa - komentują eksperci z firmy G Data Software.
Jakiś czas później z konta bankowego Fitzgerald, powiązanego z jej kontem na stronie internetowej Dell, zaczęły wypływać fundusze. Pieniądze wydawane były na zakupy przez internet. Zamówione towary docierały zaś na adres pewnej kobiety w Tennesee, w której rzekomo zakochał się Riyaz. Fitzgerald straciła w ten sposób 800 dolarów.
Doszło nawet do tego, że Riyaz – bazując na zaufaniu, które zdołał wzbudzić w Tarze - przez pewien czas wdawał się z nią w bardziej intymne dyskusje. Podczas jednej z ostatnich rozmów przyznał się do tego, iż to on ukradł jej pieniądze, po czym obiecał oddać wszystko co do grosza. Tara straciła i pieniądze, i reputację, a Riyaz - pracę. Pieniędzy nigdy nie oddał. Obecnie nikt nie ma z nim kontaktu, prawdopodobnie jednak nadal jest w posiadaniu pikantnych zdjęć Amerykanki. Zdesperowana Fitzgerald skontaktowała się z kierownictwem Dell, lecz pomimo upływającego czasu nikt na poważnie nie zajął się jej sprawą. W rezultacie kilka dni temu powiadomiła media, traktując to jako swoją ostatnią deskę ratunku i przestrogę dla innych. |
|
| Google pozwoli reklamować się na słowa kluczowe konkurencji
05.08.2010, 10:32 | komentarze (0)
|
Google ogłosiło ważną zmianę w zasadach dotyczących znaków towarowych. Nie będzie już możliwości blokowania znaków towarowych na poziomie słów kluczowych. Już we wrześniu wszystkie firmy reklamujące się w Google na terenie Europy będą mogły korzystać ze słownych znaków towarowych innych firm jako swoich własnych słów kluczowych.
Jak informuje Google, nowe zasady mają wejść w życie już 14 września. Dzięki temu nasza europejska polityka dotycząca reklam stanie się zgodna z zasadami wprowadzonymi w większości krajów świata. W USA i Kanadzie reklamodawcy mogli wykorzystywać słowne znaki towarowe innych firm od 2004 r., w Wielkiej Brytanii i Irlandii od 2008 r., a w wielu innych krajach od maja 2009 r. – czytamy na blogu Google’a.
Zmiana zasad jest wynikiem wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który kilka miesięcy temu orzekł, że reklamodawcy mogą zgodnie z prawem używać słownych znaków towarowych innych firm, by wyświetlać swoje reklamy.
Co ten wyrok zmieni w praktyce działań reklamowych? Z jednej strony jest to ułatwienie dla sprzedawców detalicznych, którzy często nie mogli reklamować się na słowa kluczowe będące znakami towarowymi (były zablokowane i Google nie wyświetlało takich reklam), z drugiej strony reklamodawcy będą mogli wprowadzać do swoich kampanii słowa kluczowe konkurencyjnych firm – tłumaczy Marek Błyszczek, Managing Director w TrafficMore.
Nadal pozostaje jednak problem przestrzegania polskiego prawa. Prawnik Olgierd Rudak w prowadzonym przez siebie serwisie Lege Artis zwraca uwagę na istotny fakt, że w Polsce reklama, w której korzysta się z oznaczeń przynależnych innym przedsiębiorcom, nie jest dozwolona. Podkreśla on, że dotyczy to nawet oznaczeń nie stanowiących zastrzeżonego znaku towarowego. Jak jednak zauważa Marek Błyszczek z TrafficMore, każdą reklamę należy ocenić indywidualnie. Poza słowem kluczowym istotna jest również treść reklamy - mówi.
Po 14 września pierwszą instancją oceniającą etyczność reklamy stanie się Google. Poszkodowani przez konkurencję będą mogli zgłosić skargę bezpośrednio do Google’a – mówi Błyszczek. Dodaje jednak, że firma nie będzie ostatecznym sędzią. Jeśli decyzja nas nie zadowoli, zawsze możemy odwołać się do sądu – podkreśla. |
|
| Google pomachało na do widzenia: Koniec Wave
05.08.2010, 10:26 | komentarze (1)
|
Pamiętacie zeszłoroczną konferencję Google I/O na której zaprezentowano nowy, rewolucyjny sposób komunikacji i współpracy – Google Wave? Jeżeli nie to dobrze, bo wkrótce nikt nie będzie pamiętał o tym narzędziu.
Starannie wyreżyserowany spektakl z udziałem deweloperów i autorów Wave sprawił, że o mało co nie pojawiły się komitety kolejkowe by dostać tylko zaproszenie do testowania aplikacji. Co więcej, co sprytniejsi sprzedawali nawet owe zaproszenia na serwisach aukcyjnych.
Mijały miesiące a nikt nie potrafił wytłumaczyć jakie korzyści z tego narzędzia odniesie przysłowiowy Kowalski. Bo nawet zaawansowany użytkownik Nowak miewał problemy z ogarnięciem rozbudowanego interfejsu użytkownika.
W dniu dzisiejszym, to jest 4 sierpnia Google na swoim blogu ogłosiło, że
pomimo tych zwycięstw i licznych oraz oddanych fanów, akceptacja Wave przez użytkowników nie osiągnęła zadowalającego poziomu
i postanowiło zakończyć prace nad projektem. |
|
| Windows 7 lepszy od Visty
04.08.2010, 10:28 | komentarze (0)
|
Oba systemy mają po ponad 14 procent udziałów w rynku. Mimo że Windows 7 szybko zyskuje na popularności, 9-letni już Windows XP trzyma się bardzo dobrze.
Według NetMarketshare Windows 7 w lipcu używany był na większej liczbie komputerów niż Windows Vista. Najnowszy system operacyjny Microsoftu miał 14,46 proc. udziałów w rynku, natomiast poprzednia wersja 14,34 proc. Vista systematycznie traci udział od września zeszłego roku - wtedy używana była na przeszło 18 proc. komputerów.
Mimo bardzo szybkiego zyskiwania na popularności przez Windowsa 7, niekwestionowanym liderem pozostaje Windows XP - używa go dwa razy więcej osób niż dwóch nowszych systemów razem wziętych. System pojawił się w sprzedaży 22 października 2009 roku i od samego początku uważany jest za wielki sukces amerykańskiego koncernu. Dobra sprzedaż znalazła odzwierciedlenie w lepszych wynikach finansowych za ostatni kwartał ubiegłego roku.
Pod koniec czerwca Microsoft podał, że sprzedanych zostało około 150 mln egzemplarzy najnowszego systemu, co oznacza 7 egzemplarzy na sekundę. Mimo to Windows XP trzyma się na tyle mocno, że koncern po raz kolejny podjął decyzję o przedłużeniu jego żywota - downgrade do tego systemu operacyjnego możliwy będzie aż do 2020 roku.
Zaledwie dwa tygodnie po premierze udział Windowsa 7 w rynku wzrósł do 3 procent. Vista potrzebowała na to aż 26 tygodni. Próg 5 procent przekroczono 21 listopada, a więc zaledwie miesiąc po pojawieniu się systemu w sklepach. |
|
Strony: pierwsza | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 ... | ostatnia |
|
|
|
|