|
|
| |
|

| Internet zabiera telewizji zyski z reklam
26.08.2010, 16:38 | komentarze (0)
|
Zamiast gapić się w szklany ekran, klienci coraz więcej czasu spędzają w sieci. Za nimi idą reklamodawcy. Coraz większą część swoich wielomilionowych budżetów reklamodawcy przesuwają do sieci. A reklamy ze szklanego ekranu na ekran komputera.
Najwięcej pieniędzy zaczęło płynąć z branży żywnościowej, dóbr szybko zbywalnych (FMCG) i handlu detalicznego. Podążają one za klientem poświęcającym coraz więcej czasu na szwendanie się po internecie.
Jeszcze w pierwszych miesiącach tego roku firmy, wprowadzając na rynek nową markę napoju czy proszku do prania, najwięcej wydawały na reklamę w telewizjach. Miały pewność, że to najlepszy sposób na dotarcie do największej liczby potencjalnych klientów. W drugim kwartale 2010 roku pojawiły się dane, które mocno zaniepokoiły szefów działów reklamy stacji telewizyjnych. A ucieszyły firmy internetowe.
Do tych należy przede wszystkim Onet, największy portal w polskim internecie. W II kwartale br. liczba firm z branży żywnościowej reklamujących się w Onecie wzrosła o 50 proc., a ich budżety o 150 proc. W 2009 roku branża detaliczna obcięła wprawdzie wydatki w sieci, ale teraz wróciła, zwiększając swoje nakłady na reklamy aż o 70 proc. |
|
| Google szturmuje rynek ujednoliconej komunikacji i pracy grupowej
26.08.2010, 16:35 | komentarze (0)
|
Firma Google znana jest z agresywnej strategii ekspansji i zdobywania pozycji lidera na nowych rynkach. Ostatnia fala przejęć dotycząca innowacyjnych firm działających w obszarze komunikacji i pracy grupowej wskazują, że sektor UCC to jeden z kierunków rozwoju firmy Google – twierdzi firma Frost & Sullivan.
Choć gigant dopiero wchodzi na ten rynek, to proaktywne podejście, znaczny kapitał i silne zaplecze personalne, mogą umożliwić Google uzyskanie pozycji jednego z głownych graczy na rynku UCC w najbliższych latach, zauważa firma doradcza Frost & Sullivan.
W ostatnim czasie Google przejęło m.in. Androida, 2Web Technologies, Marratech, GrandCentral, oraz Gizmo5.
- Chociaż Google nie ogłosiło dotąd oficjalnie swojej strategii, oczywiste jest, że dodając nowe aplikacje UCC do swojego portfolio oraz kładąc nacisk na ich integrację, spółka praktycznie staje się jednym z graczy na rynku UCC – stwierdza Dorota Oviedo, starszy analityk z warszawskiego oddziału Frost & Sullivan. W ostatnich latach kultura innowacyjności Google, liczne przejęcia oraz otwarta polityka względem zewnętrznych firm programistycznych zaowocowały wprowadzeniem licznych produktów w przestrzeni UCC, które obok Google Apps obejmowały usługę VoIP (Google Voice), multimedialny portal społecznościowy (Google Buzz), usługi mobilne (Android) oraz ostatnio wstrzymany projekt sieciowej platformy współpracy (Google Wave) – dodaje.
Dostępne obecnie funkcje nie wystarczą, aby uczynić z usług Google pakiet UCC na tyle kompletny, aby był atrakcyjny dla większości dużych przedsiębiorstw, choć spółka już teraz oferuje wiele narzędzi UCC do komunikacji w czasie rzeczywistym i nierzeczywistym jako zintegrowany zbiór aplikacji. W połączeniu z korzystną ceną, elastycznością oraz łatwością obsługi narzędzia te mogą być niezwykle atrakcyjne dla biznesu, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw (MSP). Zdaniem Frost & Sullivan integracja pozostałych, mniej kluczowych aplikacji konsumenckich z biznesowymi przyczyni się do dalszego udoskonalenia oferowanych usług oraz powiększenia bazy klientów korporacyjnych.
- Do niedawna firma Google nie była postrzegana przez dostawców rozwiązań z zakresu komunikacji i pracy grupowej jako poważny konkurent – dodaje Iwona Petruczynik, analityk Frost & Sullivan. Dostawcy UCC zazwyczaj argumentują, że usługi Google, oparte na aplikacjach konsumenckich, nie są dostosowane do świata korporacyjnego i nie stanowią pełnego pakietu UCC. Niemniej powinni również brać pod uwagę kierunek, w którym zmierza Google oraz dynamikę rozwoju produktów firmy – tłumaczy Petruczynik.
Pod koniec 2010 roku Google ma uruchomić korporacyjną wersję swojej usługi Google Voice. Według Frost & Sullivan Google Apps, uzupełnione o Google Voice oraz kilka innych rozwiązań konsumenckich, stworzą niezwykle korzystny cenowo pakiet UCC dla firm. Pod koniec tego roku Google Apps dysponować będzie ponad 90 różnymi aplikacjami. |
|
| The Pirate Bay dostaje prośbę o nieusuwanie torrenta
26.08.2010, 16:33 | komentarze (0)
|
Podczas gdy zwykle organizacje reprezentujące wydawców żądają kasowania tysięcy plików torrent jednocześnie, zdarzają się także odstępstwa od tej reguły, o których warto wspomnieć.
Właściciel niewielkiej korporacji Coding Robots był w szoku kiedy pewnego słonecznego dnia zauważył, że jeden z jego programów jest scrackowany i dostępny do pobrania z sieci za pośrednictwem pliku torrent w The Pirate Bay.
Nie postąpił jednak tak jak to robią wielkie korporacje. Zamiast wysłać do The Pirate Bay prośbę o usunięcie pliku, posłał administratorom odwrotny komunikat w którym poprosił pozostawienie torrenta w serwisie.
Program Mémoires tworzony przez Coding Robots kosztował 29,95 dolarów, jednak można go było używać za darmo przez miesiąc. Oczywiście zaradni użytkownicy mogli go także znaleźć na jednej z dziesiątek witryn, gdzie udostępniano go nielegalnie z dołączonym crackiem.
Twórca programu Dmitry Chestnykh, postanowił z ciekawości pobrać narzędzie by przekonać się w jaki sposób zostało ono złamane. Efekty były zupełnie inne niż oczekiwał. W notce dla The Pirate Bay opisał szczegółowo nieudolność osoby, która przygotowywała "wytrych" dla programu Mémoires.
Nie tylko wymagał instalacji pluginu APE i generowania długich kluczy z wykorzystaniem jakiegoś strasznego narzędzia. Zawierał też program *Windows* do weryfikowania ważności danego wydania. Opis w sekcji "How-to" jest całkowicie chaotyczny i raczej nikt poza autorem nie będzie w stanie go zrozumieć - wspomina twórca programu.
Końcówka notki wysłanej do administratorów serwisu nie pozostawia suchej nitki na użytkowniku, który umieścił program w sieci: widocznie "cracker" o nicku Minamoto jest dość leniwy i w ogóle nie wie jak się crackuje oprogramowanie. Za sprawdzenie licencji odpowiada głupia zmienna typu boolean (przechowuje wartości 1 lub 0 - przyp. red.). Nie wymaga żadnych dodatkowych aplikacji, tricków czy czegokolwiek.
W związku ze swoim odkryciem twórca programu nieco żartobliwie kończy wiadomość: Domagam się nieusuwania tego pliku torrent, żeby ludzie mogli się pośmiać z Minimoto i jego OGROMNYCH umiejętności. Poza tym, żądam także tworzenia lepszych cracków, które nie pogarszają walorów użytkowych mojego pięknego programu.
Trzeba przyznać, że taki dystans do swojej pracy jest bardzo rzadko spotykany, a szkoda, bo jak wspominaliśmy niedawno, coraz większa liczba internautów chwali się umiejętnościami pobierania z sieci plików objętych prawami autorskimi bez uiszczania za nie opłaty. |
|
| Apple chce programów TV za 99 centów
25.08.2010, 13:50 | komentarze (0)
|
Apple rozmawia z innymi podmiotami na temat udostępnienia w iTunes programów telewizyjnych za niecałego dolara. Mówi się też o nowej wersji urządzenia Apple TV z mniejszym dyskiem. Niższe ceny odcinków programów TV mogą zachęcić konsumentów zarówno do wypożyczania odcinków programów telewizyjnych jak i do zakupu kolejnych urządzeń Apple.
O planach Apple donosi m.in. agencja Bloomberg powołując się na własne źródła zbliżone do sprawy. Firma Steve'a Jobsa ma według niej prowadzić zaawansowane rozmowy z News Corp. w sprawie wypożyczania programów telewizyjnych za 99 centów. Źródła Bloomberga mówią rówineż, że do inicjatywy mogą się przyłączyć CBS Corp., NBC Universal oraz Walt Disney Co. (zob. Bloomberg, Apple Said to Prepare New 99-Cent TV Show Rental Service.
Również Wall Street Journall pisze o wypożyczaniu programów telewizyjnych za 99-centów od odcinka. Według tej gazety Apple jest już blisko porozumienia z Walt Disney Co., ale rozmowy z takimi graczami jak CBS, Viacom i News Corp. mogą iść bardziej opornie (zob. WSJ, Apple Close to Deal With Disney to Rent ABC Shows Via iTunes).
Obydwa źródła mówią, że programy telewizyjne będzie można wypożyczać na 48 godzin. Według Bloomberg odcinki będą dostępne w iTunes już 24 godziny po emisji na antenie. Nie będą zawierać reklam.
Źródła mówią też o nowej wersji odtwarzacza multimedialnego Apple TV. Ma on kosztować 99 dolarów i będzie miał mniejszy twardy dysk. Nowy Apple TV nie ma służyć do pobierania materiałów telewizyjnych, ale raczej do odbioru mediów strumieniowych. Nowe urządzenia podobnie jak nowa oferta iTunes mogą pojawić się we wrześniu.
Rozmowy pomiędzy Apple i nadawcami telewizyjnymi nie są prowadzone oficjalnie. Apple nie udziela żadnych komentarzy w tej sprawie.
Sklep iTunes umożliwia już pobieranie programów telewizyjnych w cenie od 1,99 USD. Przedstawiciele Apple od dawna uważali, że to zbyt dużo. Nadawcy telewizyjni maja dylemat co do cen. Z pewnością wiedzą oni, że niskie ceny napędzą sprzedaż i zwiększa zyski. Może to jednak spopularyzować oglądanie programów telewizyjnych online i zniechęcić odbiorców do korzystania z bardziej tradycyjnych ofert telewizyjnych. Tego nadawcy nie chcą.
Wypożyczenie na 48 godzin za niecałego dolara wydaje się ciekawym kompromisem. Dla nadawców telewizyjnych będzie to jednak eksperyment. Dla Apple to nie będzie żadna nowość, bo firma już nauczyła się wykorzystywania tanich mediów do promocji własnych urządzeń. Swojego czasu piosenki za 99 centów przyczyniły się do popularności iPodów. Teraz programy telewizyjne za tę samą cenę mogą zachęcić do kupowania iPhone'ów, iPadów oraz odtwarzaczy Apple TV. |
|
| Filmweb.pl: To nie było włamanie
25.08.2010, 13:46 | komentarze (0)
|
Filmweb.pl tłumaczy się z wycieku danych ze swojego portalu. Wydawcy witryny twierdzą, że baza, która znalazła się w sieci, nie jest aktualna: pochodzi z końca 2008 roku.
Oto pełna treść komunikatu Filmweb.pl:
Nie miało miejsca jakiekolwiek przełamanie systemów informatycznych lub włamanie do portalu. Wszystko wskazuje na to, że dokonano kradzieży. Zarząd Omnigence, właściciel Filmwebu, przygotowuje zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Podkreślamy, że obecne zabezpieczenia Filmwebu nie zostały przełamane. Aktualnie hasła nowych użytkowników Filmwebu są solone, to znaczy szyfrowane w sposób bardzo utrudniający ich odczytanie osobom niepowołanym.
Natychmiast zresetowaliśmy potencjalnie zagrożone hasła do wszystkich kont, które były na liście. Powiadomiliśmy użytkowników o tym fakcie zalecając niezwłocznie zmianę hasła. Poza tym współpracujemy prewencyjnie z największymi dostawcami kont pocztowych, w zakresie wykluczenia ewentualnej możliwości nieautoryzowanego dostępu do kont pocztowych ich użytkowników. |
|
| Nie mów na Facebooku gdzie jesteś
25.08.2010, 13:45 | komentarze (0)
|
Specjaliści ds. bezpieczeństwa ostrzegają, że usługi lokalizacyjne, stanowiące jedną z nowszych funkcji pozwalających użytkownikom informować innych, gdzie się aktualnie znajdują, stają się bardzo popularne na portalach społecznościowych, co może znacząco zwiększyć zagrożenie dla bezpieczeństwa internautów.
Użytkownicy aplikacji iPhone Twitter już od dawna mogli umieszczać swoje współrzędne GPS online, podobną usługę oferuje użytkownikom Google Places. Problem polega na tym – ostrzega Stefan Tanase, starszy analityk ds. bezpieczeństwa w globalnym zespole ds. badań i analiz (GReAT) firmy Kaspersky Lab – że wiele osób nie dostrzega konsekwencji udostępniania w Sieci ogromnej ilości danych osobowych w ramach korzystania z portali społecznościowych.
Facebook wprowadził tę usługę całkiem niedawno. “Według szacunków, ponad jedna czwarta osób zarejestrowanych na Facebooku uzyskuje dostęp do tego portalu za pośrednictwem urządzeń mobilnych, dlatego są oni idealnymi kandydatami na użytkowników usług lokalizacyjnych. Bez wątpienia korzystanie z tych usług podczas interakcji z przyjaciółmi przynosi wiele korzyści; ma to jednak poważny wpływ na bezpieczeństwo, ponieważ inni ludzie mogą śledzić nasze ruchy” – dodaje Tanase.
Naturalnie, pytanie brzmi: w jaki sposób śledzenie czyichś ruchów może wpłynąć na jego bezpieczeństwo online? Technologia lokalizacyjna pozwala portalom społecznościowym oferować popularne usługi, jednak możliwość “nadużycia” tej technologii potencjalnie przeważa jej korzyści. Znane są przypadki włamań do domów dokonanych przez złodziei, którzy o tym, że ich właściciele przebywają wakacjach, dowiedzieli się właśnie z portali społecznościowych.
“Przestępcy zwykle polują na dane osobowe użytkowników, aby wykorzystać je do kradzieży tożsamości. Usługi lokalizacyjne dostarczają im dodatkowe informacje, pozwalające na dalsze odtworzenie tożsamości” – dodaje Tanase. “Wcześniej przestępcy zdobywali informacje personalne głównie przy użyciu socjotechniki, jednak wraz z rozpowszechnieniem się portali społecznościowych cyberprzestępcy mogą korzystać z publicznie dostępnych informacji w Internecie – co daje im przewagę. Mimo obaw o kwestie bezpieczeństwa, sądzę, że pojawi się coraz więcej takich usług”.
Tanase ma prostą, ale istotną radę: “Nie podawajcie swojej lokalizacji online, jeżeli nie chcecie, aby inni wiedzieli, gdzie przebywacie, i uważajcie, z kim się kontaktujecie na portalach społecznościowych. Pamiętajcie, że dane, które udostępniacie na portalach społecznościowych, mogą pewnego dnia stać się publiczne. Dlatego wszystkie treści, które publikujecie, uważajcie za potencjalnie publiczne i mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa”.
źródło: KasperskyLab Użytkownicy aplikacji iPhone Twitter już od dawna mogli umieszczać swoje współrzędne GPS online, podobną usługę oferuje użytkownikom Google Places. Problem polega na tym – ostrzega Stefan Tanase, starszy analityk ds. bezpieczeństwa w globalnym zespole ds. badań i analiz (GReAT) firmy Kaspersky Lab – że wiele osób nie dostrzega konsekwencji udostępniania w Sieci ogromnej ilości danych osobowych w ramach korzystania z portali społecznościowych. Facebook wprowadził tę usługę całkiem niedawno. “Według szacunków, ponad jedna czwarta osób zarejestrowanych na Facebooku uzyskuje dostęp do tego portalu za pośrednictwem urządzeń mobilnych, dlatego są oni idealnymi kandydatami na użytkowników usług lokalizacyjnych. Bez wątpienia korzystanie z tych usług podczas interakcji z przyjaciółmi przynosi wiele korzyści; ma to jednak poważny wpływ na bezpieczeństwo, ponieważ inni ludzie mogą śledzić nasze ruchy” – dodaje Tanase. Naturalnie, pytanie brzmi: w jaki sposób śledzenie czyichś ruchów może wpłynąć na jego bezpieczeństwo online? Technologia lokalizacyjna pozwala portalom społecznościowym oferować popularne usługi, jednak możliwość “nadużycia” tej technologii potencjalnie przeważa jej korzyści. Znane są przypadki włamań do domów dokonanych przez złodziei, którzy o tym, że ich właściciele przebywają wakacjach, dowiedzieli się właśnie z portali społecznościowych. “Przestępcy zwykle polują na dane osobowe użytkowników, aby wykorzystać je do kradzieży tożsamości. Usługi lokalizacyjne dostarczają im dodatkowe informacje, pozwalające na dalsze odtworzenie tożsamości” – dodaje Tanase. “Wcześniej przestępcy zdobywali informacje personalne głównie przy użyciu socjotechniki, jednak wraz z rozpowszechnieniem się portali społecznościowych cyberprzestępcy mogą korzystać z publicznie dostępnych informacji w Internecie – co daje im przewagę. Mimo obaw o kwestie bezpieczeństwa, sądzę, że pojawi się coraz więcej takich usług”. Tanase ma prostą, ale istotną radę: “Nie podawajcie swojej lokalizacji online, jeżeli nie chcecie, aby inni wiedzieli, gdzie przebywacie, i uważajcie, z kim się kontaktujecie na portalach społecznościowych. Pamiętajcie, że dane, które udostępniacie na portalach społecznościowych, mogą pewnego dnia stać się publiczne. Dlatego wszystkie treści, które publikujecie, uważajcie za potencjalnie publiczne i mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa”. |
|
| Dell łamie licencję GPL
24.08.2010, 14:18 | komentarze (0)
|
Dell jest firmą, która za jedną z głównych zalet swoich produktów wymieniała zawsze korzystanie ze standardowych komponentów i nieużywanie własnych zamkniętych rozwiązań. Michael Dell zawsze był dumny, że udało mu się osiągnąć sukces bez uciekania się do nieuczciwych metod, opierając się jedynie na zadowoleniu klienta.
Najwyraźniej coś się zmieniło w ostatnich latach i Dell zapomniał o swoich chlubnych początkach.
Wraz z wydaniem nowego urządzenia z serii Dell Mini, firma zadebiutowała na rynku urządzeń pracujących pod kontrolą systemu operacyjnego Android. Nic w tym dziwnego – system stworzony przez Google jest jedną z najciekawszych propozycji dla urządzeń przenośnych.
O ile sam Android wydany jest na licencji Apache, która daje dużą dowolność w użyciu i modyfikacji oprogramowania, to do obsługi niskopoziomowej sprzętu używa jądra Linux. Licencja na której wydany jest Linux, to Powszechna Licencja GNU – GPL. GPL również daje dużą swobodę w użyciu i modyfikacji oprogramowania, pod jednym właściwie warunkiem – razem z binarnym oprogramowaniem musisz dostarczyć jego źródła, pozwalające na własnoręczne zbudowanie tego samego pliku binarnego.
To właśnie wymaganie Dell ma głęboko w nosie. Premiera Dell Streak (wcześniej Dell Mini 5) miała miejsce 4 czerwca 2010. Od tamtej pory Dell jest absolutnie głuchy na prośby użytkowników, którzy zakupili urządzenia Streak, o udostępnienie źródeł kernela Linuksa którego używają.
Scenariusze postępowania są dwa: Jeśli da się klienta zignorować, np. nie odpisując na e-mail, czy wiadomość, to jest ignorowany. Jeśli zaś klient zadzwoni do pomocy technicznej i nie da się go zignorować, to otrzymuje prośbę o pozostawienie danych kontaktowych i zapewnienie o kontakcie po uzyskaniu informacji. Teraz wystarczy nie oddzwonić.
Wiele firm łamało już licencję GPL i korzystało z pracy setek wolontariuszy, nie dając nic w zamian, jednak chyba żadna nie robiła tego dotąd tak jawnie jak Dell, śmiejąc się ze swojego własnego motto. |
|
| OpenOffice.org zagrożony przez Oracle?
24.08.2010, 14:17 | komentarze (0)
|
Oracle chce wstrzymania sprzedaży Androida i zapowiedziała koniec OpenSolarisa. Firma ta ma kontrolę nad Sun Microsystems, czyli głównym sponsorem pakietu biurowego OpenOffice.org. W tej sytuacji można się obawiać, że główny konkurent MS Office przestanie się rozwijać. Nadzieją na przetrwanie jest duża społeczność deweloperów skupionych wokół projektu.
Firma Oracle nie lubi otwartych produktów i może nawet działać na ich szkodę. W pierwszej połowie sierpnia do sądu w Kalifornii trafił pozew przeciwko firmie Google, która miała naruszyć aż siedem patentów dotyczących wykorzystania Javy w systemie Android. Oracle domaga się zakazu dalszego rozwoju i dystrybucji Androida, a także wysokiego odszkodowania. Firma może sobie na to pozwolić, bo w styczniu br. sfinalizowano transakcję przejęcia firmy Sun Microsystems przez Oracle.
Potem była kolejna zła wiadomość. W internecie pojawiła się wewnętrzna notka dla pracowników Oracle informująca o planach firmy związanych z systemem Solaris. Wspomniano w niej, że nie będzie nowych wydań OpenSolarisa.
Mówiono nawet o tym, że "Oracle zabija OpenSolarisa" ale to nie do końca prawda. Firma nie może zmienić licencji na otwarty kod, więc wszystko co wypracowano pozostaje w rękach społeczności open source. Mimo to Oracle rozczarowała wiele osób.
Automatycznie nasuwa się pytanie - co będzie z otwartym pakietem OpenOffice.org, którego sponsorem jest teraz Oracle?
Warto zaznaczyć, że w tej chwili nie ma żadnych złych sygnałów ze strony Oracle. Atmosferę niepewności wokół OpenOffice.org tworzą komentatorzy z innych stron.
Przykładowo w styczniu 2010 r. firma doradcza Software Improvement Group (SIG) wydała publikację pt. Risks in the adoption of OpenOffice.org by governmental institutions. Tytuł wyraźnie wskazuje na wnioski przedstawione w publikacji. Zdaniem SIG instytucje rządowe nie powinny przestawiać się na OpenOffice.org, bo jest to inwestycja w ciemno. Będzie trzeba przeszkolić użytkowników, przeprowadzić migrację a potem okaże się, że projekt stanie w miejscu z powodu firmy Oracle.
Oracle rzeczywiście zachowuje się jak wróg open source, ale firma ta pozostaje sponsorem wolnodostępnego MySQL. Trzeba przy tym zauważyć, że MySQL jest w innej sytuacji niż OpenOffice.org. Z MySQL wyłoniły się inne projekty, niezależne od Oracle i mogące stanowić konkurencję gdyby Oracle zaprzestała wspierania otwartych wydań tego oprogramowania.
W przypadku OpenOffice.org jest inaczej. Pakiet ten znajduje się w wielu dystrybucjach Linuksa i pobrały go miliony internautów. Zdaniem wielu osób jest to jedyny prawdziwy konkurent dla MS Office.
Popularność OpenOffice może być w tym przypadku wadą i zaletą. OpenOffice nie ma zastępcy, ale wokół projektu skupiło się naprawdę wielu deweloperów. Do jego sponsorów zaliczają się takie firmy jak IBM, Novell i RedHat. Z informacji na stronie projektu wynika, że w jego tworzeniu uczestniczy 450 tys. programistów(!).
Oracle oczywiście może zaniechać wsparcia dla OpenOffice.org, ale nie może odebrać społeczności open source tego kodu, który został już wypracowany i opublikowany. Wykorzystanie go w innym projekcie nie będzie żadnym problemem.
SIG we wspomnianej publikacji sugerowała, że instytucje planujące migrację na OpenOffice.org uzależniają się od niepewnego sponsora. W rzeczywistości jednak mogą one liczyć na ogromną społeczność. Inaczej jest w przypadku zastrzeżonego oprogramowania. Jego użytkownicy są uzależnieni od tylko jednego podmiotu - producenta. |
|
| HP przebija ofertę Della - 1,6 mld USD za 3PAR
24.08.2010, 14:16 | komentarze (0)
|
Walka o udziały w rynku korporacyjnych centrów danych trwa w najlepsze. Informatyczni giganci starają się nabyć 3PAR - znanego dostawcę systemów pamięci masowych.
Niedawno Dell zaoferował bardzo dobrą cenę w wysokości 18 dolarów za akcję, co przekładało się na łączną sumę około 1,13 miliarda USD za którą miał być sprzedany 3PAR.
Jak się okazuje, także HP zdecydował się zawalczyć o tą firmę, przebijając ofertę konkurenta aż o ponad 33,3 proc. oferując łącznie 1,6 miliarda dolarów. Warto wspomnieć, iż to Hewlett-Packart jest największą firmą informatyczną pod względem obrotów na świecie, natomiast Dell może się pochwalić pierwszym miejscem jeśli chodzi o sprzedaż komputerów osobistych na terenie Stanów Zjednoczonych.
O swojej ofercie HP poinformowało wysyłając list w tej sprawie do Davida Scotta, pełniącego obecnie funkcję prezesa 3PAR. Na razie nie wiadomo, czy znacznie większe pieniądze oferowane przez informatycznego giganta będą podstawą do zmiany wcześniejszej decyzji. Kilka dni temu bowiem wstępnie zatwierdzono ofertę Della, który teraz z pewnością będzie bardzo niezadowolony z takiego obrotu spraw.
HP już teraz zapowiedziało iż, technologie których właścicielem może się stać po finalizacji przejęcia, zostaną wykorzystane w licznych produktach firmy, na przykład pamięciach masowych, urządzeniach sieciowych czy serwerach. Wszystko to ma jeszcze bardziej uatrakcyjnić ofertę przechowywania danych "w chmurze" od HP.
Przypomnijmy, że informatyczny gigant z dużym optymizmem spogląda także na rynek tabletów, który w przyszłości zamierza obsadzić szeroką gamą urządzeń z Windowsem, webOS, a także prawdopodobnie Androidem. |
|
| Malware przyczyną wypadku lotniczego?
24.08.2010, 14:14 | komentarze (0)
|
Organy badające katastrofę lotniczą lotu 5022 linii Spanair, która miała miejsce w 2008 roku, odkryły, że centralny system komputerowy wykorzystywany do monitorowania problemów w samolocie był zainfekowany złośliwym oprogramowaniem.
Zainfekowana maszyna nie mogła więc wykryć trzech problemów technicznych samolotu - można przeczytać w wewnętrznym raporcie organizacji zajmującej się badaniem katastrof powietrznych.
Lot 5022 zakończył się fatalnie zaraz po starcie z madryckiego lotniska Barajas International Airport. Zginęło wtedy 154 osoby, przeżyło jedynie 18.
U.S. National Transportation Safety Board podał wstępnie, że samolot wystartował m.in. ze schowanymi klapami - system nie zasygnalizował tego pilotom, gdyż jego praca była blokowana przez malware.
Znajdujące się w komputerze złośliwe oprogramowanie okazało się swego rodzaju trojanem. Mogło ono trafić na pokład samolotu na kilka sposobów - wyjaśnia Jamz Yaneeza z firmy trend Micro. Najbardziej prozaiczną drogą mógł być klips USB - uważa Yaneeza. Możliwe, że malware przedostało się poprzez sieć VPN, która nie była chroniona na zbyt wysokim poziomie. |
|
Strony: pierwsza | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 ... | ostatnia |
|
|
|
|